Moje doświadczenie niepełnosprawności

Udogodnienia dla niepełnosprawnych to nie tylko miejsca parkingowe, ale także rozwiązania informatyczne, takie jak zdalna wideo-konsultacja w TakesCare
Każda zmiana dla osoby niepełnosprawnej to wielkie wyzwanie. Ponieważ już od trzech lat jeżdżę na wózku inwalidzkim, decyzja o tym gdzie pójdę na studia była wyjątkowo ciężka.

Nie decydowały już tylko moje wyniki z matury czy zainteresowania i preferencje. Moje ograniczenia stały się dla mnie klatką, barierą nie do przejścia. Im bliżej było do rejestracji na studia tym coraz bardziej nie wiedziałem już czego chcę. Bardzo chciałem iść na architekturę na polibudę Krakowską, była na bardzo wysokim poziomie, podobały mi się przedmioty i możliwość odbycia ciekawych praktyk. Mój rodzinny Wrocław przestał mi wystarczać. Chciałem poznawać nowe miejsca i ludzi. Kraków to miasto studenckie i tyle się tam działo. Bałem się co się stanie, gdy dostanę się na wymarzony kierunek. Jeśli się nie zdecyduję, do końca życia mógłby tego żałować.

Pomimo mojej niepełnosprawności garnąłem się do ludzi. Odkąd zacząłem chodzić na psychoterapię przestałem mieć kompleksy i lęki jakie towarzyszyły mi każdego dnia. Przestałem postrzegać wózek jako ogromną wadę, która wyklucza mnie ze społeczeństwa i aktywnego życia. Wypracowałem swój rytm dnia i miałem miejsca, które chętnie odwiedzałem.

Moja rodzina i sąsiedzi pomagali jak tylko mogli. Miasto dla takiego jak ja nagle stało się bardzo niefunkcjonalne. Byle podjazd, za wysoki krawężnik czy nieprzystosowany tramwaj potrafił nieraz zniweczyć wiele planów. Wielokrotnie się spóźniałem, miałem kłopot ze zrobieniem zakupów lub rezygnowałem z części planów. Mimo to dawałem radę. Często wychodziłem czy to ze znajomymi czy sam załatwiać rozmaite rzeczy. Dalej pomagałem wujkowi w warsztacie na Leśnicy. To co mogłem zrobić to jedynie podawać narzędzia, ale nikt nigdy nie dawał mi odczuć, że jestem niepotrzebny, nadal mogłem odwiedzać miejsca z którymi czułem się związany. Dzięki tym wszystkim ludziom moje życie w swojej nienormalności było zwyczaje i dobre. Dzięki wyrozumiałości wielu z nich mimo rehabilitacji zdałem maturę mimo, że z dwuletnim poślizgiem. Po egzaminie wielu moich najlepszych kumpli planowało wyjazd z dolnego śląska. Część chciała studiować lub pracować za granicą, niektórzy wybrali Warszawę, Janek, jeden z naszej klasy wybrał Kraków i tamtejszą AGH. Wtedy pierwszy raz zaświtało mi, że nigdy nawet nie brałem pod uwagę wyjazdu, a mogło by być to niesamowite doświadczenie. Cały czas odwiedzałem te same miejsca jakbym bał się wejść w nowe środowisko ze swoim sporym bagażem. Było to bardzo złudne bo przecież prędzej czy później czekała mnie taka zmiana. Często wracały do mnie wspomnienia, czasami czułem, że to co najlepsze jest już za mną.

Kiedy miałem osiemnaście lat z bratem i kuzynem pojechaliśmy w Alpy do Szwajcarii na deskę. Ponieważ pozostali byli starsi ode mnie i bardzo mi imponowali w tym co robią bez zastanowienia pojechałem z nimi na freeride w okolice Disentis. Był to wymagający stok, ale wręcz stworzony, by wręcz dotykać chmur.

Całe lato harowałem najpierw jako kelner, a później w warsztacie wujka by zimą, gdy większość znajomych była już dawno po wakacjach, przeżyć niezapomnianą przygodę. Narciarzem i snowboardzistą byłem całkiem niezłym. Narty pierwszy raz założyłem jak miałem pięć lat i od tamtej pory co sezon spędzałem w Białce przynajmniej tydzień. Na desce zacząłem jeździć nieco później, ale od razu stałem się jej zwolennikiem. Z czasem oklepane i wyjeżdżone trasy zaczęły mnie nudzić. Zacząłem szukać coraz dalej. Każdy taki wyjazd wiązał się z ogromnymi kosztami dlatego każde wakacje spędzałem pracując. Bardzo oszczędzałem, by móc pozwolić sobie na tydzień lub dwa białego szaleństwa.

Pierwszy raz z bratem za granicę pojechaliśmy w Lingen Alps i było to majestatyczne doświadczenie. Wtedy tam na górze poczułem się tak blisko życia, że codzienne obowiązki przestały mi wystarczać i poczułem, że narciarstwo to moja największa pasja. Komercyjnych stoków nie brałem już zatem pod uwagę. Przygotowując się do kolejnych sezonów jeździłem sporo i wspinałem się po górach. Chodziłem ze sporym obciążeniem by przystosować stawy i wyrobić sobie mięśnie na zimowy sezon. W treningach pomagał mi wujek i brat. Wyprawa do Szwajcarii była planowana praktycznie przez cały rok. Fundusze zbieraliśmy z Markiem na spółę. Całe serwisowanie sprzętu i dokupienie kilku rzeczy wyniósł nas ponad tysiąc złotych Mimo to przygotowania szły bardzo gładko. Auto pożyczył nam tato i we czwórkę udaliśmy się do Sumvitg. Byliśmy młodzi, szczęśliwi i nieśmiertelni.

Pierwszego dnia naszego pobytu pogoda niezbyt dopisywała, szare chmury zasnuły cały nieboskłon i widoczność była bardzo kiepska. Wiało mroźną bryzą prosto w twarz, wiatr znosił nas co chwilę. Po czterech godzinach, wróciliśmy wykończeni do domku. Drugi dzień był bardzo podobny, słońce niezbyt prześwitywało i po około trzech godzinach wróciliśmy znów zrezygnowani do miasteczka. Nogi trzęsły się pod nami ze znużenia byliśmy bardzo zawiedzeni. Wtedy, wieczorem przy piwie Marek i jego najlepszy kumpel posprzeczali się o finanse. Mój brat uważał, że nie po to jechaliśmy taki kawał i wydaliśmy tyle pieniędzy by teraz tak mało korzystać z wyjazdu. Pogoda następnego dnia miała być piękna, pełne słońce i kilkustopniowy mróz rano. Wszyscy chcieli zrobić coś ekstremalnego, wspiąć się na jeden z najwyższych szczytów jeszcze w nocy i o świcie zjechać jako pierwsi. Tylko ja miałem obiekcje i trochę się wahałem. Wszyscy byli podpici i naciskali na mnie. Marek wiedział, że nie jestem jeszcze na tyle wprawiony by podjąć taką wyprawę bez wcześniejszego zbadania stoku. Mimo to nic nie powiedział. Kiedy szliśmy spać klepnął mnie po ramieniu i powiedział, że cieszy się, że jesteśmy tu razem.

Następnego dnia o czwartej trzydzieści wyruszyliśmy na stok. Sprzęt był ciężki, a wiatr utrudniał marsz. Razem z nami szedł Darek, który postanowił tego dnia zamiast typowego freeride’u porobić zdjęcia i nakręcić film do swojego portfolio. Zjeżdżałem ostatni, Darek czekał w połowie stoku i pewnie ustawiał sprzęt. Słońce było już dość wysoko, cienie sąsiednich szczytów rzucały złowieszczą poświatę na stok, było mi gorąco, zaparowały mi gogle, zacząłem zjeżdżać. Poczułem spokój, było pięknie i tak jak chcieliśmy. Mniej więcej po pięciu minutach. Zobaczyłem Darka, opadły mu ręce, patrzył na mnie dziwnie otępiały. Zaczął chować aparat do torby i wtedy usłyszałem grzmot. Jakby lądowanie samolotu, a lodowata bryza niczym muśnięcie czyjejś dłoni dosięgnęła moich pleców. Więcej nie pamiętam, bo kiedy dogoniła mnie lawina czułem tylko ogromny ciężar i zrobiło mi się ciemno przed oczami.

Kolejne miesiące spędziłem w szpitalu. Nie wiele z tego pamiętam, tylko szok kiedy lekarz kazał poruszyć mi nogami. Nic nie czułem od pasa w dół. Mimo, że pozostałą część ciała potwornie mnie bolała. Miałem połamane żebra, odrapaną twarz i zgruchotaną rękę. Jednak to przerwany rdzeń kręgowy którego nie czułem był czymś co zmieniło moje życie na zawsze.

Po konsultacji z moich psychologiem i wielu nieprzespanych nocach zarejestrowałem się na Architekturę i po około dwuch tygodniiach przyszły wyniki. Dostałem się. Zwykle w takich chwilach ludzie mówią rodzicom, przyjaciołom, rodzeństwu. Ja od razu zadzwoniłem do Pani doktor Oli, mojego psychologa i zapytałem co mam robić. Jechać - odpowiedziała. Poczułem, że oto dzieje się, nie mam już wymówki. Nawet mój lekarz, który zna mnie od samego początku daje mi zielone światło. Później sporo jeszcze o tym rozmawialiśmy, zapewniła mnie, że zawsze mogę zadzwonić i poleciła mi rejestrację na nowym portalu telemedycznym takes-care.com by ułatwić kontakt.

Dzisiaj mija dokładnie trzy lata odkąd mieszkam w Krakowie. Mam tu już swoje życie i nowych życzliwych ludzi wokół. Nie zmieniłem jedynie mojego psychologa ponieważ od samego początku był ze mną i wie najlepiej co powiedzieć gdy czuję niemoc lub brak motywacji. Często rozmawiamy online dzięki takes-care.com, jestem w stanie umówić się na rozmowę często jeszcze tego samego dnia. Pani Ola pomogła mi przejść przez wiele trudności jakie towarzyszyły mi podczas aklimatyzacji w nowym miejscu. Dzięki niej czuję, że granice mamy jedynie w swojej głowie. Wrocław został w moim sercu, ale nie planuję powrotu.

Chcesz dbać o swoje zdrowie wykorzystując najnowsze technologie?